Prawo
Jak walczyć z hydrą – poradnik
Rządowa walka z nadregulacją przypomina walkę z hydrą. Z jednej strony administracja, w godnej pochwały próbie ogranicza od niedawna „gold-plating”, czyli nakładanie na przedsiębiorców obowiązków wykraczających poza unijne minimum. Z drugiej strony, ten sam wysiłek jest całkowicie niweczony przez inercję w usuwaniu istniejących barier oraz, co gorsza, przez niekontrolowany chaos na etapie parlamentarnym. W efekcie, podczas gdy jedna ręka próbuje ograniczać ciężary, druga dokłada nowe.
Paraliż usuwania barier
Paraliż w usuwaniu istniejących barier jest pierwszym z problemów. Podczas gdy rząd skupia się na przyszłych regulacjach, przedsiębiorcy od lat zmagają się z biurokratycznymi absurdami, które pozostają nietknięte. Sztandarowym przykładem jest konieczność uzyskiwania trzech odrębnych decyzji administracyjnych, aby wybudować infrastrukturę telekomunikacyjną w pasie drogi. To realny hamulec, którego usunięcie przyniosłoby natychmiastowy impuls inwestycyjny. Wszyscy o nim wiedzą. Wszyscy wiedzą, że jest absurdem. Czy ktoś coś z tym zrobił? Skądże.
Podobnie wyglądają prace nad redukcją sprawozdawczości. Urząd Komunikacji Elektronicznej zdaje sobie sprawę, że nie wszystkie dane są potrzebne, i deklaruje wolę ograniczenia zakresu wymaganych informacji. Rynek błaga o uproszczenia. Projekt rozporządzenia mimo to w zdecydowanej większości powiela dotychczasowe obowiązki. Dlaczego? Tego chyba nikt nie wie, pomimo że prace nad projektem tego rozporządzenia trwają już od kilku lat.
Chaos parlamentarny
Drugim, równie destrukcyjnym zjawiskiem jest chaos na etapie parlamentarnym. Nawet najlepiej przygotowany projekt może zostać dotknięty przez niekontrolowane inicjatywy poselskie. Najświeższym przykładem jest „lex szarlatan”, które wprowadziło nową procedurę blokowania stron internetowych w drodze poprawki na etapie drugiego czytania sejmowego. Może nawet koncepcja była sensowna, a inne podobne rejestry sprawnie funkcjonują, tylko dlaczego nową procedurę stworzono w formie odmiennej i niekompatybilnej z dotychczasową, co spowoduje, że będzie albo nieskuteczna, albo niepotrzebnie uciążliwa? Nie można było choćby przez tydzień przeprowadzić konsultacji, w wyniku których ujednolicono by istniejące już rozwiązania? Sytuację, w której nawet odpowiedzialne za ten obszar Ministerstwo Cyfryzacji nie uzyskało informacji o planowanych zmianach, trudno uznać za racjonalną.
Brak kontroli nad procesem
W natłoku nieustannych zmian regulacyjnych państwo zaczyna tracić kontrolę nad własną legislacją. Proces, który powinien być synonimem porządku i przewidywalności, zamienia się w źródło chaosu. Podręcznikowym przykładem jest najświeższa historia przepisów gwarantujących ciągłość zasilania w sytuacjach kryzysowych. Kluczowe rozporządzenie z 2021 roku, które chroniło strategiczne sektory, stało się częściowo prawnym bytem widmem. Jego podstawy prawne, oparte na ustawach o obronności i zarządzaniu kryzysowym, były kolejno uchylane w 2022 i 2026 roku. Nikt jednak tego nie zauważył – zapomniano znowelizować samo rozporządzenie, a rynek działał w oparciu o apel Ministerstwa Klimatu.
W efekcie przez lata ochrona części branż kluczowych dla funkcjonowania państwa po prostu nie istniała. Gdy wreszcie pojawił się projekt nowego rozporządzenia (kilka dni przed upływem terminu), weszła w życie kolejna nowelizacja Prawa energetycznego, która wydłużyła termin na wdrożenie tych kluczowych regulacji o kolejne 24 miesiące.
Wniosek
Sektor komunikacji elektronicznej już od wielu lat nie jest domeną monopolu. Wymaga to faktycznego, a nie deklaratywnego, ograniczenia ingerencji legislacyjnej państwa, które nie nadąża już z realizacją własnych, ciągle to nowych pomysłów jak tu coś poprawić.
Po pierwsze – nadajmy realny sens projektowanemu Digital Networks Act, który w obecnej formie nie podoba się nikomu, poza jego autorowi – Komisji Europejskiej. Przyjmijmy cel obniżenia sektorowych obciążeń regulacyjnych o 50 proc. Cel ten można osiągnąć poprzez:
– usunięcie rozbieżności między krajami UE: Należy wyeliminować sytuacje, w których te same przepisy unijne są drastycznie odmiennie interpretowane lub wdrażane przez krajowe organy. Tak jak w przypadku klauzul waloryzacyjnych w umowach, gdzie stanowisko polskiego Prezesa UOKiK jest skrajnie restrykcyjne w porównaniu z praktykami w innych krajach UE;
– stworzenie jednolitych, unijnych systemów raportowania: Konieczne jest odcięcie historycznego gąszczu krajowych systemów technicznych (np. sprawozdawczych) i zastąpienie ich jednym, centralnym mechanizmem na poziomie Unii. Pozwoli to na nowo zaprojektować współczesny, przejrzysty system oparty na zasadzie minimalnych wspólnych wymagań;
– wprowadzenie wiążących wytycznych urzędowych: Na styku regulacji krajowych i unijnych tworzą się nakładające się na siebie warstwy obowiązków. Może i brzmią one dobrze na poziomie deklaracji politycznych, ale w praktyce często nie nadają się do racjonalnego zastosowania. Niezbędne jest wprowadzenie mechanizmu uzyskiwania prostych i wiążących interpretacji, które zapewnią przedsiębiorcom pewność prawną i przejrzystość w prowadzeniu działalności.
Po drugie – należy skutecznie wdrożyć zakaz przyjmowania na etapie prac sejmowych poprawek do projektów rządowych, które nakładają nowe obowiązki na podmioty prywatne.
Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie chronił budżet państwa przed nieprzewidzianymi obciążeniami wynikającymi z takich nieprzemyślanych zmian. Skoro finanse publiczne podlegają takiej ochronie, domagamy się analogicznej ochrony dla podmiotów prywatnych. Nie ma żadnego uzasadnienia dla sytuacji, w której budżet państwa jest chroniony przed legislacyjną nieodpowiedzialnością, a przedsiębiorcy, stanowiący fundament gospodarki, są tej ochrony pozbawieni.
