Technika
Globalne systemy nawigacji satelitarnej. Jakie zagrożenia dla sieci telekomunikacyjnych wiążą się z ich zakłóceniami?
Zakłócanie i fałszowanie sygnału nawigacji satelitarnej kojarzy się przede wszystkim z błędnym pozycjonowaniem samolotów i statków. Tymczasem problem sięga znacznie głębiej, ponieważ GNSS dostarcza też precyzyjnego wzorca czasu, na którym opiera się działanie sieci telekomunikacyjnych, energetycznych i finansowych. Rosnąca skala spoofingu sprawia, że temat przestaje być wyłącznie domeną lotnictwa i staje się wyzwaniem dla operatorów oraz firm zarządzających infrastrukturą krytyczną.
Fałszywy sygnał trudniej wykryć niż jego brak
Systemy nawigacji satelitarnej nie służą wyłącznie do ustalania pozycji. Ich równie istotną funkcją jest dostarczanie dokładnego czasu, wykorzystywanego do synchronizacji urządzeń rozproszonych w różnych lokalizacjach. Zagrożeniem jest przy tym nie tylko całkowita utrata sygnału, ale też spoofing, czyli podsuwanie odbiornikom spreparowanych danych o pozycji lub czasie. W odróżnieniu od zwykłego zagłuszania system w takiej sytuacji może nadal działać, choć opiera się już na nieprawdziwych informacjach. To właśnie czyni ten rodzaj ataku trudniejszym do wykrycia.
Skalę zjawiska dobrze ilustrują dane z branży lotniczej. Według szacunków IATA w latach 2024–2025 zgłoszono kilkadziesiąt tysięcy przypadków zakłóceń GNSS, a liczba incydentów spoofingowych w tym sektorze w ciągu dwóch lat wzrosła niemal trzykrotnie. Zjawisko obserwowane jest regularnie m.in. w rejonie Bałtyku oraz na Bliskim Wschodzie.
Dlaczego to problem dla telekomunikacji?
Dane z lotnictwa to jednak tylko część obrazu – satelity są jednym ze źródeł czasu wykorzystywanego przez znacznie szerszy ekosystem cyfrowy. W nowoczesnych sieciach, w tym w 5G, odchylenia czasowe liczone w mikrosekundach mogą zaburzać prawidłową współpracę elementów infrastruktury – od stacji bazowych po systemy monitorowania i rejestrowania zdarzeń.
Największe ryzyko nie wynika przy tym z nagłej awarii, lecz z sytuacji, w której sieć pozornie działa normalnie, a jej zapisy stopniowo tracą wiarygodność. Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa zwracają uwagę na to, że taka rozbieżność ujawnia się często dopiero po fakcie, na przykład podczas analizy logów po incydencie czy cyberataku, gdy niespójne znaczniki czasu w różnych urządzeniach utrudniają rekonstrukcję przebiegu zdarzeń. Podobny mechanizm dotyczy energetyki, centrów danych i sektora finansowego – wszędzie tam, gdzie liczy się jednoczesność pomiarów lub ścisła kolejność operacji.
Operatorzy muszą znać swoją zależność od GNSS
Rosnąca liczba przypadków ingerencji w sygnał satelitarny oznacza, że firmy zarządzające infrastrukturą krytyczną powinny dokładnie zidentyfikować, które elementy ich systemów faktycznie opierają się na GNSS, i przygotować się na scenariusz utraty lub zafałszowania tego źródła czasu. Kluczowe staje się posiadanie alternatywnych źródeł synchronizacji oraz mechanizmów wykrywających nietypowe odchylenia, ponieważ różne elementy infrastruktury mają bardzo różną tolerancję na błędy – od pojedynczych mikrosekund po znacznie większe odchylenia.
Temat zyskuje na znaczeniu również w kontekście regulacyjnym. Dyrektywa NIS2 i krajowe przepisy dotyczące cyberbezpieczeństwa kładą coraz większy nacisk na analizę ryzyka i ciągłość działania podmiotów kluczowych dla gospodarki – w tym operatorów sieci.
Dawniej problem wojskowy, dziś wyzwanie gospodarcze
Odporność na zakłócenia nawigacji satelitarnej przez lata pozostawała przede wszystkim kwestią wojska, lotnictwa i żeglugi. Postępująca cyfryzacja sprawiła jednak, że GNSS stał się elementem szerszej infrastruktury krytycznej, na której opierają się dziś także sieci telekomunikacyjne. W efekcie bezpieczeństwo sygnału satelitarnego coraz trudniej traktować wyłącznie jako problem transportowy – staje się ono jednym z czynników odporności operacyjnej całych sektorów gospodarki, w tym europejskiego rynku telekomunikacyjnego.