Organizacje
Cyfrowy ekosystem Europy: wywiad z Andrew van der Haarem

Rozmowa z Andrew van der Haarem, założycielem i Dyrektorem Zarządzającym Fiber Carrier Association, członkiem zarządu European Local Fibre Alliance (ELFA) oraz Starszym Doradcą w Dutch Data Center Association, gdzie doradza w zakresie programów edukacyjnych i zrównoważonego rozwoju.
– Brał Pan niedawno udział w 5. edycji konferencji Constructing Next-Gen Data Centers Europe w Berlinie. Pana zdaniem prawdziwym wyzwaniem dla Europy jest koordynacja, a nie brak mocy przerobowych centrów danych. Kto powinien być architektem tej koordynacji – przemysł, rządy, a może zupełnie nowy rodzaj instytucji? Jak połączyć centra danych, sieci światłowodowe, infrastrukturę energetyczną, decydentów i lokalne społeczności?
– Chciałbym ująć tę kwestię z perspektywy European Local Fibre Alliance, ELFA, co uważam za bardzo istotne również dla polskiego rynku – patrząc na cały ekosystem cyfrowy.
Wyzwanie związane z centrami danych jest częścią szerszego problemu strukturalnego. Bez dobrego dostępu do internetu w domu trudno jest dostarczać nowe usługi, takie jak streaming telewizji w jakości 4K czy 8K, które wymagają połączenia światłowodowego lub przynajmniej sieci o wysokiej przepustowości. Potrzebne jest też centrum danych, z którego taki strumień może być nadawany. Dlatego nazywam to problemem koordynacji, a nie problemem centrów danych. Niedawny szczyt w Berlinie był skoncentrowany wokół budowy centrów danych, ale prawdziwym pytaniem, jakie się pojawiało, było: „Dokąd zmierzamy?”. Osoby budujące centra danych wiedzą, jak je budować – większym wyzwaniem jest dziś dostęp do energii, który w wielu krajach europejskich stanowi ograniczenie. To przenosi rozmowę na inny poziom. Nie wystarczy już, by sektor centrów danych koncentrował się wyłącznie na zwiększaniu mocy przerobowych. Musi także angażować się w wyzwania sektora energetycznego, tak aby firmy energetyczne mogły planować rozwój z myślą o niezawodnym, dużym odbiorcy, jakim jest centrum danych.
Obecnie firmy energetyczne skupiają się na rozwoju sieci, centra danych na swojej budowie, a inne branże – na przykład chemiczna – na własnych priorytetach. Każda działa we własnym zakresie, zamiast współpracować. Kto powinien przewodzić tej koordynacji, to trudniejsze pytanie, ale dobrym przykładem jest Dutch Subsea Cable Coalition: wspólnie finansowana inicjatywa publiczno-prywatna, w której przemysł i rząd spotykają się na wspólnym gruncie. Rząd nie tylko zapewnia finansowanie – angażuje się też w dostosowywanie przepisów, aby ułatwić wdrażanie nowych podmorskich sieci kablowych.
Ten sam model mógłby zadziałać na poziomie centrów danych. Sektor publiczny i prywatny musiałyby współpracować wraz z operatorami sieci (TSO i DSO), branżą centrów danych oraz władzami lokalnymi, krajowymi, a nawet europejskimi, aby kształtować regulacje, które nie stanowią obciążenia dla jednej strony, oferując jednocześnie rozwiązanie dla drugiej. Jeśli operator sieci nie może jej rozbudować, nieuchronnie wpływa to na centra danych, i odwrotnie. Tarcia regulacyjne w jednym sektorze zwykle rozprzestrzeniają się na drugi.
– Czy mógłby Pan opowiedzieć więcej o Dutch Subsea Cable Coalition? Holandia pozycjonuje się jako cyfrowa brama Europy dzięki infrastrukturze podmorskich kabli. Polska, z rosnącą liczbą centrów danych i położeniem na wschodniej flance Europy – szczególnie w kontekście łączności w kierunku Ukrainy i dalej na wschód – mogłaby odgrywać podobną rolę. Jakie wnioski mógłby wyciągnąć polski sektor telekomunikacyjny z holenderskiego modelu?
– Koalicja powstała, ponieważ Holandia jest cyfrowym hubem. Amsterdam Internet Exchange od dawna jest ważnym punktem spotkania międzynarodowego ruchu kablowego. Od około 2000 roku wybudowano falę nowych systemów podmorskich, łączących Holandię z krajami Europy oraz Stanami Zjednoczonymi. Wiele z tych systemów zbliża się obecnie do końca swojego 20-25-letniego cyklu eksploatacji i wymaga wymiany, ale sektor prywatny – konsorcja telekomunikacyjne – nie budował ich wystarczająco szybko, by nadążyć za potrzebami. Tę lukę wypełniły duże firmy technologiczne, takie jak Google, Meta i Amazon, które zaczęły budować własne, dedykowane systemy kablowe, gdy sektor nie był w stanie dostarczać ich w wymaganym tempie
Stworzyło to nowy rodzaj podatności na zagrożenia: kraj pozostawiony z międzynarodową przepustowością kablową zbudowaną dla jednego dużego klienta technologicznego ma znacznie mniej opcji na przyszłą łączność. To właśnie to ryzyko sprawiło, że branża kabli podmorskich i lądowych połączyły siły, aby zwrócić się do holenderskiego rządu i powiedzieć wprost: potrzebujemy planu i nie zrealizujemy go bez waszej pomocy.
Lekcja dla Polski nie musi dotyczyć bezpośrednio kabli podmorskich, ale samego modelu – budowania ekosystemu, w którym centra danych, dostawcy łączności, polski rząd oraz organizacje branżowe, takie jak PIKE i iNET, wraz z polskim stowarzyszeniem centrów danych, zasiadają przy jednym stole. Celem byłaby wspólna strategia krajowa, która uczyni Polskę atrakcyjną dla inwestorów: jasne plany dotyczące łączności, spójna strategia dotycząca centrów danych oraz przepisy tworzące prawdziwy model „jednego okienka” dla każdego, kto chce wdrożyć centrum danych lub nową sieć światłowodową. PIKE i iNET już teraz wykonują doskonałą pracę, łącząc branżę światłowodową, telekomunikacyjną i medialną oraz konstruktywnie angażując się we współpracę z rządem. Czego jeszcze nie widziałem, to przełożenia tej współpracy na jeden krajowy plan – i właśnie w tym Polska mogłaby czerpać z doświadczeń holenderskich.
– Przykład Rumunii pokazuje, że część najlepszej infrastruktury światłowodowej w Europie została zbudowana przez małych, niezależnych operatorów na długo przed tym, zanim „suwerenność technologiczna” stała się modnym hasłem w Brukseli. Czy Europejski Pakiet na rzecz Suwerenności Technologicznej rzeczywiście to uwzględnia, czy też istnieje ryzyko, że finansowanie i uwaga ponownie skieruje się w stronę największych graczy, pozostawiając lokalnych i regionalnych operatorów w tyle?
– Uczciwa odpowiedź brzmi: jedno i drugie. Więksi gracze na pewno skorzystają na takim pakiecie dlatego, że mają większe możliwości przygotowywania wniosków o dotacje i więcej doświadczenia w poruszaniu się po unijnych procesach finansowania. Pakiet na rzecz Suwerenności Technologicznej ma na celu pomóc europejskim firmom skalować się i konkurować globalnie, a Komisja Europejska preferuje też wypłacanie większych kwot w mniejszej liczbie transakcji, ponieważ łatwiej jest to administrować i kontrolować niż tę samą kwotę rozłożoną na wiele mniejszych dotacji. Mały operator ponosi taki sam ciężar, otrzymując jedynie ułamek finansowania.
Właśnie dlatego tak ważne jest budowanie koalicji. Jeśli mniejsi, regionalni gracze zorganizują się wspólnie, mogą przedstawić się jako większy podmiot zdolny konkurować o te same środki. Prawdziwe ryzyko polega na tym, że operatorzy, którzy nie wiedzą, jak poruszać się w unijnych i krajowych kanałach finansowania (lub po prostu nie mają zasobów, by aplikować), zostaną w tyle, podczas gdy więksi gracze będą szli naprzód. Stąd rola ELFA jest tak istotna – aby dać lokalnym i regionalnym operatorom wspólny europejski głos, zachowując jednocześnie narodowy i regionalny charakter, który wciąż jest obecny i istotny dla polskiego rynku. To dobry sygnał, że Komisja dostrzegła tę lukę. Ryzykiem, na które warto zwrócić uwagę, jest to, że Komisja, mająca duże doświadczenie w tworzeniu regulacji, potraktuje ten pakiet przede wszystkim jako kolejne narzędzie regulacyjne, a nie jako realną zachętę inwestycyjną. Europejska suwerenność technologiczna powinna być budowana na całym ekosystemie, a nie tylko na graczach, którzy już teraz są najlepiej ustawieni, by ruszyć pierwsi.
– Niedawna wspólna deklaracja Francji i Włoch stwierdzała, że rynki telekomunikacyjne są „z natury lokalne” i że paneuropejski operator nie wygenerowałby istotnych synergii – krótko mówiąc, że Europa nie potrzebuje prawdziwie jednolitego rynku telekomunikacyjnego. Krytycy odpowiadają, że 27 odrębnych systemów regulacyjnych i rozdrobniona polityka pozostawiają sektor niedoinwestowany, a bez jednolitego rynku suwerenność cyfrowa jest niewiele więcej niż sloganem. Czy stanowisko Francji i Włoch to uczciwy realizm wobec złożoności wdrażania infrastruktury na poziomie lokalnym, czy raczej protekcjonizm ubrany w język pragmatyzmu? I co musiałoby się zmienić politycznie, aby prawdziwie jednolity rynek telekomunikacyjny stał się możliwy?
– Moja odpowiedź na to pytanie łączy się bezpośrednio z poprzednim. Francja i Włochy słusznie doceniają siłę rynków lokalnych, ale jednolity europejski rynek telekomunikacyjny nie oznacza zastąpienia ich jednym dominującym operatorem kontynentalnym. Oznacza jeden ekosystem, w którym wciąż jest miejsce zarówno dla graczy lokalnych, jak i krajowych.
Sieci są budowane w gminach i regionach, często przez lokalnych operatorów, obok graczy krajowych, którzy naturalnie chcą zdobyć większy udział w rynku. W każdym kraju znajdziemy oba te typy i oba są potrzebne. Operatorzy krajowi odgrywają ważną rolę, dopóki nie wypierają konkurencji regionalnej, a operatorzy regionalni wciąż są zależni od graczy krajowych, jeśli chodzi o łączność szkieletową do innych obszarów. Prawdziwie jednolity rynek nie polega więc na eliminowaniu lokalnego znaczenia, lecz na usuwaniu strukturalnego rozdrobnienia, które uniemożliwia obu typom graczy skuteczne inwestowanie i skalowanie działalności.
– W czerwcu Dutch Data Center Association opublikowało raport State of the Dutch Data Centers 2026. Dlaczego polscy przedsiębiorcy z branży telekomunikacyjnej powinni go przeczytać, czego mogą się z niego nauczyć i jakie były najważniejsze wnioski?
– Raport jest publikowany co roku od ponad dziesięciu lat, co czyni go cennym, długoterminowym zapisem rozwoju holenderskiej branży centrów danych. Tegoroczna edycja jasno pokazuje jedną rzecz: branża wciąż rośnie, ale coraz bardziej ogranicza ją sieć energetyczna, która nie nadąża za tym wzrostem.
|
To kluczowa lekcja dla polskich przedsiębiorców z branży telekomunikacyjnej. Nie wiem, czy Polska już teraz zmaga się z podobnymi ograniczeniami sieciowymi, ale jeśli plany ekspansji zderzają się z długim czasem oczekiwania na przyłączenie do sieci, doświadczenie holenderskie pokazuje, że warto wyprzedzać problem – wdrażać technologię i praktyki, które pomagają branży stać się częścią rozwiązania problemu pojemności sieci, a nie kolejnym źródłem obciążenia dla niej.
Raport oferuje też wartościowy wgląd w to, w jakim kierunku zmierza rynek. Mimo dominującej narracji o popycie napędzanym przez AI, w całej Holandii wciąż buduje się tradycyjne centra danych kolokacyjnych, a obok nich nadal rosną obiekty wspierane przez chmurę obliczeniową. Raport porusza też temat pojawiających się technologii chłodzenia – cieczą, powietrzem, zanurzeniowego – dając obraz tego, dokąd zmierza branża pod względem technicznym.
Tego rodzaju publikacje pokazują, dlaczego krajowe stowarzyszenia branżowe mają tak duże znaczenie: oferują całościowy, niezależny obraz rynku, którego nie mogłaby dostarczyć żadna pojedyncza firma. State of the Dutch Data Centers to niezależny raport, przygotowany przez samą branżę, co właśnie nadaje mu wiarygodność.
Wszystko to prowadzi do tego samego wniosku: interesariusze w całej branży cyfrowej – centra danych, sieci światłowodowe, dostawcy energii i decydenci – już teraz znajdują sposoby, by ze sobą współpracować. Ta współpraca jest kluczem do cyfrowej przyszłości Europy.