Wydarzenia
Konieczna jest deregulacja i usuwanie barier rozwoju
Rozmowa z Bogdanem Łagą, Prezesem Zarządu Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej

– Panie Prezesie, od lat obserwujemy rynek telekomunikacyjny w Polsce. Z jednej strony widzimy imponujące inwestycje w światłowody i nowe technologie, z drugiej – słyszymy ciągłe narzekania przedsiębiorców, że jest ciężko. Jak jest naprawdę?
– Sytuacja jest paradoksalna. Z jednej strony, polscy operatorzy, zwłaszcza ci z sektora MŚP, mają ogromny apetyt na rozwój. Pokryliśmy kraj siecią światłowodową w stopniu, jakiego zazdroszczą nam niektóre kraje Europy Zachodniej. Z drugiej strony, ten zapał jest systematycznie gaszony przez otoczenie regulacyjne. To nie jest już tylko subiektywne odczucie. Nasz najnowszy „Barometr Rynku Komunikacji Elektronicznej 2026”, którego wyniki w pełni zaprezentujemy na majowej konferencji PIKE, pokazuje to czarno na białym. Otoczenie legislacyjne utrudnia nam prowadzenie działalności. Mamy więc do czynienia z rynkiem, który chce i może się rozwijać, ale jest spętany gąszczem nieprzewidywalnych przepisów i obciążeń.
– Wspomniał pan o regulacjach. W Brukseli trwają prace nad rewolucyjnym Digital Networks Act (DNA), który ma stworzyć jednolity rynek telekomunikacyjny. Czy to dla polskich firm szansa, czy kolejne zagrożenie?
– W teorii cel jest szczytny. W praktyce, dla polskiego rynku, a zwłaszcza dla tysięcy małych i średnich operatorów, DNA w obecnym kształcie to pułapka. Pamiętajmy, że dopiero co z ogromnym trudem i kosztem wdrożyliśmy Prawo Komunikacji Elektronicznej, a już Unia serwuje nam kolejną rewolucję, która nakłada nową warstwę biurokracji, nie usuwając starej.
Największe zagrożenie widzę w pozornej harmonizacji. DNA ma ujednolicić prawo sektorowe, ale pozostawia nietknięte krajowe przepisy konsumenckie. A to właśnie w Polsce mamy do czynienia
z jednymi z najbardziej restrykcyjnych i nieprzewidywalnych interpretacji ze strony urzędów, zwłaszcza UOKiK. Dojdzie więc do sytuacji, w której polski operator będzie musiał spełniać wymogi DNA, a jednocześnie zmagać się z lokalnymi, nadmiarowymi regulacjami, podczas gdy jego zagraniczny konkurent, działając na podstawie samego DNA, będzie z tych obciążeń zwolniony. To prosta droga do wypychania z rynku lokalnych firm, które stanowią o sile naszej gospodarki cyfrowej.
– Administracja publiczna często odpiera zarzuty branży, twierdząc, że to tylko „tradycyjne narzekanie”. Czy macie twarde dane, które potwierdzają, że sytuacja jest naprawdę poważna?
– Oczywiście. Po to jako Izba robimy wartościowe raporty analityczne i po to co roku, wspólnie z innymi organizacjami branżowymi oraz Kancelarią Prawną Media, przygotowujemy Barometr. Chcemy, by nasza dyskusja z rządem opierała się na faktach, a nie na wrażeniach. Tegoroczne wyniki są alarmujące i pokazują, że to nie jest marudzenie, lecz udokumentowany stan rynku. Proszę sobie wyobrazić, że w branży, której istotą jest technologia, największym czynnikiem wzrostu kosztów – wskazywanym przez samych przedsiębiorców – nie jest wcale zakup nowego sprzętu czy inwestycje w sieć, lecz realizacja kolejnych obowiązków regulacyjnych i legislacyjnych. To dowód na to, że biurokracja stała się dla operatora droższa niż rozwój. Co więcej, zdecydowana większość operatorów przyznaje wprost, że rezygnuje z inwestycji w nowe usługi lub rozbudowę sieci nie z powodu braku klientów, ale właśnie z uwagi na niejednoznaczną interpretację lub niespójne stosowanie przepisów. To jest realna, policzalna strata dla polskiej gospodarki.
– Infrastruktura to jedno, ale ogromną część biznesu operatorów stanowi dziś dostarczanie treści, głównie telewizji. Jak wyglądają relacje z nadawcami i organizacjami zbiorowego zarządzania (OZZ)?
– To drugi kluczowy obszar, który zaprząta naszą uwagę, zwłaszcza w naszych działaniach na rzecz mniejszych operatorów. Dla operatorów z współpraca z nadawcami to trudna codzienność. To obszar, który wymaga od nas stałego zaangażowania i umiejętności budowania trwałych relacji biznesowych – szczególnie dla mniejszych operatorów. We współpracy z dużymi, globalnymi nadawcami zależy nam na partnerstwie opartym na wzajemnym szacunku i przejrzystych zasadach. Nie zawsze jest to łatwe – różnica skali oznacza, że warunki współpracy bywają z góry określone, a przestrzeń do negocjacji bywa ograniczona. Dążymy jednak do tego, by relacje te były jak najbardziej partnerskie, w tym w zakresie elastyczności przy tworzeniu oferty dla naszych klientów.
Do tego dochodzi problem OZZ-tów. Po nowelizacji prawa autorskiego niektóre OZZ-ety zaczęły twierdzić, że przysługują im dodatkowe tantiemy na rzecz artystów wykonawców. Walczyliśmy z tym rozwiązaniem, bo to podwójne obciążenie. Reemitenci płacą już co roku blisko 200 mln zł wynagrodzeń do OZZ. Ogromna część tej kwoty trafia do producentów utworów audiowizualnych, którzy naszym zdaniem powinni rozliczać się z artystami i aktorami, których wykonania wykorzystują w filmach i serialach. Należy też pamiętać o opłatach licencyjnych, które uiszczamy nadawcom – prawo unijne wymaga, by możliwe i wystarczające było bezpośrednie rozliczenie reemisji właśnie z nimi, a nie z OZZ. Złożyliśmy w tej sprawie skargę do Komisji Europejskiej. Nie może być tak, że w imię ochrony praw jednych niszczy się cały segment rynku. Na szczęście mamy też sukcesy – udało nam się wprowadzić aż trzech naszych reprezentantów do Komisji Prawa Autorskiego i aktywnie działamy na rzecz uporządkowania tego systemu, m. in. doprowadzając do cofnięcia zezwoleń dla kilku organizacji, które nieefektywnie zarządzały prawami.
– Szczególną grupą członków PIKE są nadawcy programów lokalnych. Jaka jest ich sytuacja i jakie działania podejmuje Izba w ich obronie?
– Telewizje lokalne to sól tej ziemi. To one informują o tym, co dzieje się w „małych ojczyznach”, patrzą władzy na ręce i budują tożsamość lokalnych społeczności. Niestety, ich sytuacja finansowa jest dramatyczna. Są ściskane z jednej strony przez rosnące koszty, a z drugiej przez kurczące się przychody z reklamy, przejmowane przez globalnych gigantów. Dlatego od trzech lat prowadzimy projekt „Ratujmy Telewizje Lokalne”. Teraz liczymy na pierwsze efekty w ramach pilotażowego programu Bliska Kultura. Wciąż zabiegamy o stworzenie systemowego wsparcia. Postulujemy, by część opłat audiowizualnych trafiała właśnie do nich. Bez tego wsparcia grozi nam zanik niezależnych mediów lokalnych, co byłoby ogromną stratą dla polskiej demokracji.
– Jakie są zatem kluczowe kierunki działań i postulaty PIKE na najbliższy czas? Czego oczekujecie od rządu?
– Nasz plan jest prosty i spójny. Po pierwsze: stop inflacji regulacyjnej. Zanim zaczniemy rozmawiać o kolejnych rewolucjach w stylu DNA, uporządkujmy to, co mamy. Niech prawo będzie stabilne, jasne i przewidywalne. Po drugie: realna deregulacja. Przedsiębiorcy nie potrzebują dotacji, jeśli państwo usunie bariery, które dziś blokują inwestycje – absurdalne procedury budowlane, uznaniowość decyzji czy przede wszystkim nadmierne opodatkowanie sieci. Po trzecie: partnerstwo. Nasze dane i doświadczenie to kapitał, którego nie można ignorować. Polski rynek ma gigantyczny potencjał, ale żeby go uwolnić, państwo musi przestać rzucać przedsiębiorcom
kłody pod nogi, a zacząć współpracować. O tych wszystkich wyzwaniach, będziemy szeroko dyskutować podczas wiosennej Konferencji PIKE w Sopocie w dniach 27-28 maja. Zaprezentujemy też pełne wyniki Barometru Rynku Komunikacji Elektronicznej 2026. Zapraszam wszystkich, którym leży na sercu przyszłość polskiej telekomunikacji.
– Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia w Sopocie.
Rozmawiał: Mariusz Mikołajczyk